Category: Spotkania klubowe


Hobbit

Na  Hobbitświecie premiera drugiej części hobbita zatem u nas na stole ląduje War of the Ring. Tym razem zbyt ciężka i długa droga czekała naszych małych bohaterów. Armie Saurona zdobyły wszystkie elfie miasta i upadek Śródziemia był przesądzony.

Pomimo ciszy na naszym blogu, pomimo nie pojawiających się ostatnio wpisów klubowych rozgrywek, pomimo spokoju na ścianie Twierdzy na Facebooku warto zajrzeć na Rynek Starego Miasta. Nie dlatego, że tym razem zamiast kiermaszu świątecznego pojawiło się tam lodowisko. Ale dlatego, że co sobotę oraz ostatnio w prawie każdą niedzielę, wiele planszówek jest wyciąganych z szafy.

A skoro o niej mowa to niedługo Prezes, bawiąc się w Mikołaja, jeszcze bardziej utrudni jej domykanie. Coroczne zakupy klubowe coraz bliżej.

Leon

Reklamy

zjAva4

Wczorajindeks kilkuosobowa reprezentacja naszego klubu nawiedziła zjavę. Rozegraliśmy ponad 30 rozgrywek, wygraliśmy turniej, zajęliśmy medalowe pozycje jak również taką tuż za podium. Poznaliśmy nowe gry. Dziś też pojawi się tam nasza ekipa.

W ten subtelny sposób chcę Wam dać znać, że dziś też klubu nie ma i przychodząc na starówkę niestety odbijecie się od drzwi. Ale wtedy wystarczy wsiąść w autobus 190 i podjechać na zjavę.

Leon

Pośród gwiazd

Dzisiaj w mikołajki odwiedził mnie „dziad  z worem”. Dziad był bardziej niebieski niż czerwony i mamrotał coś o jakimś pokwitowaniu , ale najważniejsze że przyniósł prezent. W rewanżu za wsparcie jakiego udzieliłem małemu greckiemu przedsiębiorstwu w serwisie indiegogo zostałem posiadaczem planszówki „Among the Stars„.

Tak więc w oczekiwaniu na nasze klubowe zakupy w Sobotę przytaszczę ze sobą to cudo, żeby zrobić Marchwewie konkurencję w znoszeniu nowych gier do klubu ;). Reguły są dosyć krótkie, ale uprzedzam, że mogę nie zdążyć ich jeszcze przeczytać. Czujcie się zaproszeni do lektury

Arek

The Fellowship of the Ring

W ostatnihobb weekend w klubie ponownie było tłoczno. Cieszy tak duża liczba grających zarówno w sobotę jak i niedzielę. 14 rozgrywek w 12 gier. Akcja gramy w różne planszówki przynosi rezultaty.

Z okazji premiery nowego Hobbita (rzecz jasna w Nowej Zelandii, bo w Polsce musimy czekać jeszcze prawie miesiąc), Grzesiek i ja ponownie zagraliśmy w War of the Ring. Tym razem po przeciwnych stronach barykady. I tym razem było kompletnie inaczej, niż opowiedział to Tolkien. Padło Lorien, Rivendell, a nawet Shire. Od drużyny odłączyli się tylko Gandalf i Aragorn (który odwiedził wszystkie królestwa i zachęcał do wojny). Wolni ludzie podbili Morannon i Morię, ale korsarze się sprawili i Saruman triumfował.

W najbliższy weekend ma się pojawić Marchewa ze swoimi nowymi planszówkowymi nabytkami. Muszkieterzy i Marsjanie. Będzie ciekawie. Reguły już przeczytane.

Leon

The Ring

W sobotę i niedzielę było tłoczno. Odwiedzili nas nowi, młodzi fani planszówek. Miejmy nadzieje, że zostaną z nami na dłużej. A było tak tłoczno, że w niedzielę równocześnie graliśmy w 3 gry. Rzadko spotykana ostatnio rzecz w klubie.

Kolejna ciekawostka to brak problemów z wyborem gry. Byli chętni gracze na Jengę,  Galaxy Truckera i nawet na Brassa.

Ostatnie warte wzmianki niespotykane wydarzenie w ten weekend to trafienie  na stół ulubionej gry Grześka. Od dawna już zamierzałem z nim w nią zagrać. I przed tym weekendem przypomniałem sobie reguły „War of the Ring”. Część wydarzeń potoczyła się jak w książce a część zdecydowanie nie. Bardzo szybko padło Lorien, w tym czasie Gandalf odłączył się od drużyny i w lesie Fangorn przywdział białe szaty. Z pomocą Entów zabił Sarumana. Drużyna przedarła się do Minas Tirith przez Morię bez większych problemów. Zastępy Saurona oblegały kolejne miasta i twierdze wolnych ludzi. Gdy Rohan i Gondor padły i wydawało się, że nic nie zatrzyma już mrocznego lorda, cała drużyna pod przewodnictwem Aragorna zniszczyła pierścień.

PS. Mail klubowy działa ponownie.

Leon

Are We Done Yet?

Odpowiadając na pytanie z tematu to jeszcze nie. W sobotę udało nam się odhaczyć parę gier z listy. W niektóre grałem pierwszy raz. Na przykład Nexus Ops. Zaskakujące jak wiele strategii może być w grze, w której figurki przypominają landrynki.

W niedziele postanowiliśmy porwać się na coś dużego. Runebound. Druga edycja, po polsku w 5 osób. To był błąd. Gra nie jest zła. Taki bardziej zaawansowany talizman. Ale pięcioosobowa rozgrywka niestety oznacza koszmarnie długie przestoje i dużo nudy podczas czekania na swoją kolejkę. A gdy jeszcze okaże się, że kości ruchu nie były dla nas szczęśliwe i nigdzie nie możemy dojść, to po parunastu sekundach znowu mamy dłuuugi okres oczekiwania.

Z racji, że po partii Runebounda zostało nam niewiele czasu to dyskutowaliśmy o ewentualnych zmianach to naszej próby zagrania we wszystkie gry. A raczej już do kolejnego kółeczka. Padł pomysł aby pewne gry jednak wykreślić. Co z tego wyniknie zobaczymy pod koniec zaliczania gier.

Leon

Lethal Games

Ostatnio w klubie bywało tak, że ciężko było wybrać grę, w którą wszyscy zagraliby z entuzjazmem. Padały te same propozycje, tak samo odrzucane przez innych. A wiele gier leży na półkach i nie były wyciągane na stół od dawna. Wpadliśmy zatem z Grześkiem na przewrotny pomysł. Minimum raz na spotkanie wyciągniemy z półki grę, w którą zagramy bez względu na to czy wszyscy będą chcieli w nią z wielką chęcią zagrać. Potem możemy wrócić  do sprawdzonych tematów, albo spróbować zagrać w kolejną grę z tej samej półki. Jacek podchwycił pomysł i gdy wybraliśmy półkę na stół trafiło coś w co dawno nie graliśmy. Podczas rozgrywki dopracowaliśmy założenia.

Zaczynamy od górnej półki. Gramy w minimum jedną grę z tej półki na każdym spotkaniu. Za każdym razem inna gra. Gdy każda z naszych planszówek na danej półce będzie już zadowolona przechodzimy na kolejną półkę. Ewentualnie opuszczamy gry wyłącznie dwuosobowe. Ale do nich wrócimy w bardziej sprzyjającej konfiguracji osobowej. Staramy się  w ten sposób zagrać w każdą grę, która mamy w klubie.

I w niedzielę udało nam się zaliczyć z górnej półki: El Grande, Goa, Dominion, Jenga, Robale. Tak, zdajemy sobie sprawę, że w Dominiona gramy często, ale też leżał na górnej półce.

A na zdjęciu jedna z najstarszych gier planszowych w historii. Ten egzemplarz pradawnego wyścigu znajduje się w British Museum w Londynie.

Home Alone 3

Nie tak do końca sam i nie tylko w domu. Ale, żeby pozostać w konwencji nazewniczej gdy polecam miejsce w sieci gdzie można pograć w planszówki to załóżmy, że sam i w domu.

Ale najpierw klubowo. W ostatni weekend udało mi się zagrać w nowe gry. Bardzo lubię grać w nowe gry.

Pierwsza z gier to karcianka Seasons (Pory roku). Turniej magiczny, który trwa 3 lata czyli aż 12 pór roku. Zaczynamy z 9 kartami, które musimy rozdzielić na wszystkie lata rozgrywki. W trakcie nie dobieramy ich dużo, a szkoda bo na każdej znajdują się fantastyczne ilustracje. Jest jeszcze plansza, żetony, rzucanie kościami. Trochę dużo innych rzeczy jak na karciankę. Ale jest ciekawie. Może tylko w 4 osoby trochę za długo.

Druga gra to In the Year of the Dragon (W roku smoka). Jako zarządca prowincji chińskiej w X wieku naszej ery staramy się wiązać koniec z końcem. Podobieństwo do „Światu bez końca” olbrzymie. Ciągle czegoś brakuje, ciągle coś tracimy. W pierwszej rozgrywce grałem zbyt bezpiecznie (aby przetrwać a punkty złapiemy przy okazji, jak już będę pewny, że przeżyje kolejny rok). Tu trzeba jeszcze bardziej balansować na granicy przetrwania. Kolejna dobra gra.

A wracając do tematu. Missiol wspomniał, że zagrał na sieci w Seasons i mu się spodobały. Po naszej klubowej rozgrywce znalazłem miejsce. I okazało się, że jest to http://boardgamearena.com/, którą znalazłem już dawno i o niej zapomniałem. Teraz się zarejestrowałem i zagrałem parę razy właśnie w gry, które poznałem w weekend. To, że na boardgamearena jest dostępne „W roku smoka” to nic dziwnego, bo gra została wydana w 2007. Ale, że w „Seasons” można zagrać na sieci? Przecież to tegoroczna świeżynka. Oprócz tego wiele innych gier, że wymienię tylko: Race for the Galaxy, Stone Age, Caylus, Troyes, Puerto Rico, Can’t Stop. Gorąco polecam w wolnych chwilach.

Leon

Kocioł 2012

Dziś, tak jak i wczoraj nasze gry i my jesteśmy w kotle.

http://kociol.waw.pl/

Zapraszamy od 10.

Leon

The Plan

W ostatnią niedzielę gdy okazało się, że będzie nas w klubie 5 lub 6 postanowiłem zaryzykować i wziąć BSG. Najwyżej nie zagramy. W pewnym momencie okazało się, że Paladyn musi nas opuścić i rzeczywiście została nas 5. Była chęć, zatem zagraliśmy w BSG i to z oboma dodatkami. Co nie zdarzało się ostatnio często, gdyż zwykle ktoś grał pierwszy raz. A gra w BSG od razu z wszystkimi dodatkami to byłaby przesada.

Wygrali Cyloni ale ludziom pozostał tylko ostatni skok do wykonania. Odniosłem wrażenie, że pomimo dobrej gry ludzi i odrobiny szczęścia, ludzie i tak byli skazani na porażkę. Tak jakby gra z oboma dodatkami stała się za trudna. Sprawdziłem zatem nasze ostatnie rozgrywki.

Za każdym razem (3) gdy graliśmy z wszystkimi dodatkami wygrywali Cyloni. Dodatkowo ostatnie 8 rozgrywek wygrały tostery. Zastanawiam się w jaki sposób można by trochę utrudnić im rozgrywkę. Podbijanie zasobów na początku nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Może należałoby odrzucić osobiste cele, które mogą trafić ludzie? Muszę się nad tym zastanowić.

Ta niedzielna rozgrywka i tak była historyczna. Po raz pierwszy Cyloni wygrali niszcząc Galacticę. Przynajmniej tyle dobrego.

Leon